Orientacja nie jest grzechem i, co ciekawe, w Biblii nie ma ani jednej wzmianki na ten temat. Nie ma wzmianki o tym, by związki homoseksualne były potępiane, a jeśli już pojawiają się jakieś zapisy, to na temat pewnych zachowań seksualnych, które odnosiły się np. do rytuałów pogańskich. Znany jest passus św. Onanizm a masturbacja. 31.03.2017. Wyraz onanizm jest często stosowany jako synonim słowa masturbacja. Określenie to pochodzi od biblijnego Onana, który podpadł Bogu (i to bardzo mocno, ostatecznie został za to zgładzony… ach, ta erotyka) grzechem „upuszczenia nasienia”. Często spotykam się z zastosowaniem onanizmu w kontekście Ponieważ pociąg seksualny jest tak silny, Biblia zachęca małżeństwa by unikały seksualnej niemoralności (1 Koryntian 7.1-2). Seks małżeński ma być wzajemny i częsty, aby mąż i żona nie byli kuszeni do cudzołóstwa (1 Koryntian 7.5). Biblia podaje szczegółowe wskazówki na temat małżeństwa, seksualności i rozwodu w 1 Bądź trzeźwy, bądź czujny. Twój przeciwnik, diabeł, krąży wokółjak ryczący lew, szukający każdego, kogo mógłby pożreć.1 Piotra 5:8Jeśli chodzi o palenie marihuany rekreacyjnielegalne w twoim stanie, czy to usprawiedliwia chrześcijanina?Ten temat jest dość nowy, ponieważ w większości stanów marihuana Istnienie jest Bogiem, ogarnia wszystko i jest całymi nami. Wszystko bowiem, co jest, do niego należy i w nim uczestniczy. Nic – w sensie ontologicznej obiektywności – nie pozostaje poza istnieniem. Wszystkim jest ono. Każdy z nas to jego fenomen. A jednak jest coś, co się z istnienia wyłamuje. Re: Czy seks z rozwódką jest wielkim grzechem? Problem polega na tym, że ta kobieta nie jest, jak to napisałeś - wolna. Bo zawarła sakramentalny związek małżeński, który trwa aż do śmierci jednego ze współmałżonków. Zatem ta kobieta, niezależnie od tego, czy weźmie rozwód, czy nie, będzie żoną tego jednego mężczyzny. C6PU. żona 20:04 Proszę o wytłumaczenie pojęć:grzech- onanizm małżeński i- wzajemna masturbacja(małżonków).I czy gdy popełniłam taki grzech nieświadomie muszę się z niego spowiadać ?Czy to grzech ciężki czy lekki ? Katechizm Kościoła katolickiego tak określa grzech (1849 i 1850):Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. Został określony jako "słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu".Grzech jest obrazą Boga: "Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą" (Ps 51, 6). Grzech przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca. Jest on, podobnie jak grzech pierworodny, nieposłuszeństwem, buntem przeciw Bogu spowodowanym wolą stania się "jak Bóg", w poznawaniu i określaniu dobra i zła (Rdz 3, 5). Grzech jest więc "miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga". Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, który dokonał też zajrzeć na stronę: Obu następnych pojęć używa się zamiennie. Chodzi o takie działania, intensywne pieszczoty, które prowadzą do satysfakcji seksualnej (a wykluczają możliwość poczęcia). Jeśli działania te podjęto świadomie i dobrowolnie to mamy do czynienia z grzechem ciężkim. Jeśli miał to być element gry wstępnej, ale niechcący doszło do spełnienia, to grzechu nie ma, ale na przyszłość należy bardziej uważać. Jak wiadomo z grzechów ciężkich zawsze należy się spowiadać...Możesz też zajrzeć na stronę: J. Liwia W. 13:23 Witam. Jestem niecały rok po ślubie. Od kilku miesięcy odmawiam mężowi współżycia. Zawsze dziwnie się po tym czułam, wręcz źle. Tak pusto, jakbym zrobiła coś wręcz zwierzęcego. Tak zaczęłam od niedawna to postrzegać, i jest mi z tym niedobrze. Czy mam się nadal zmuszać do seksu? Mąż twierdazi, że go zaniedbuję. Przepraszam bardzo, ale okazuję przecież mężowi miłość na inne sposoby. Zawsze mam dla niego czas, gdy ma jakiś problem chętnie go wysłucham i pomogę. W ogóle lubię spędzać z nim czas, rozmawiać, okazywać mu czułość, ale np. poprzez przytulenie, miłe słowo. Dlaczego on tego nie docenia? Byłoby mi bardzo źle, gdybym dowiedziała się, że jedyne dlaczego wziął ze mną ślub to seks. Czy seks rzeczywiście jest okazywaniem sobie miłości? Przecież to zniżanie się do poziomu zwierząt, po prostu wyłączenie rozumu i zachwycanie się czyimś ciałem. Nie lubię tego. Wolę żeby mężowi podobała się raczej moja osobowość, żeby cenił mnie właśnie za to jaka jestem wewnątrz i żeby moja fizyczność mu tego nie przysłaniała. On twierdzi, że poprzez seks chce okazywać mi miłość, ale co to za okazywanie miłości, skoro wie, że ja tego nie lubię? Ten argument wydaje mi się po prostu śmieszny. Jak wytłumaczyć mężowi, że seks naprawdę nie jest w życiu ludzi rzeczą najważniejszą i że wcale go nie zaniedbuję?Poza tym, ostatnio myślę o tym, aby zaadoptować dziecko. Mówiłam już o tym mężowi, nic nie odpowiedział. Jak go przekonać do tego, że geny, wbrew pozorom, nie są najważniejsze? Uważam, że ludzie którzy chcą mieć jedynie "własne" biologiczne dzieci są egoistami, bo wiele cierpi w domach dziecka i nie ma kto się nimi opiekować, kto ich kochać. Bo chyba ważne jest jedynie to, że się kogoś kocha, że się chce dać mu dom i normalne życie, a nie to, czy jest z naszych genów czy Liwia. Twój mąż ma rację. Nie tylko zaniedbujesz go w sferze seksualnej, to jeszcze odmową współżycia stwarzasz mu okazję do grzechu cudzołóstwa. Tak już jesteśmy ukształtowani przez Boga, że z reguły to faktycznie mężczyźni mają większe potrzeby seksualne od kobiet. Różne są teorie na temat dlaczego tak jest, ale to nieważne. Tak po prostu jest dobrze, Pan Bóg nawet w tej kwestii wprowadził ład i równowagę. I w małżeństwie może zachodzić sytuacja, że mąż dąży do współżycia, a żona w danej chwili nie ma na niego ochoty. Oczywiście mąż z miłości do żony, z troski o jej samopoczucie, może czasem odpuścić, ale jeśli sytuacja powtarza się nagminnie, to można powiedzieć o problemie w tym małżeństwie. Problemem może być zwykły egoizm żony, która odmawia współżycia, bo nie ma ochoty na seks, bo go nie lubi, boli ją głowa i co tam jeszcze... Tylko, że taka jej postawa jest grzechem przeciwko miłości męża, któremu przed Bogiem ślubowała uczciwość małżeńską, a co za tym idzie, jest również złamaniem tej obietnicy Bogu. Jeśli kobieta nie ma ochoty na współżycie z mężem, to uwzględniając jego potrzeby, nieraz po prostu powinna się do tego zmusić. Na tym polega miłość małżeńska; na przekraczaniu siebie, swoich potrzeb i swojego egoizmu. Jeśli współżycie budzi w żonie nieustanny opór, lęk czy obrzydzenie, to problem jest już poważniejszy. W takim przypadku małżonkowie powinni zacząć od rozmowy. Trzeba się wspólnie zastanowić nad przyczynami takiego stanu żony. Najczęściej jest on konsekwencją jakichś działań w przeszłości. Być może kobieta była seksualnie molestowana, albo borykała się z nałogiem masturbacji czy pornografii. W takich przypadkach czasem może pomóc spowiedź generalna, a czasem potrzeba dłuższej, bardziej kompleksowej terapii, prowadzonej przez poradnię rodzinną czy psychologiczną. Trudno dziwić się, że mąż nie zareagował na propozycję adopcji dziecka, po uprzednim porzuceniu starania się o własne. Nic nie powiedział zapewne tylko przez delikatność. Z pewnością jednak w pierwszym rzędzie pragnie poczęcia i urodzenia własnego potomka. I tak wygląda naturalna kolej rzeczy w życiu i w małżeństwie. Pan Bóg mówi do małżonków: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się (Rdz 2,28). To jest podstawowy cel, charyzmat i owoc każdego spełnionego małżeństwa. Adopcja jest piękną i chwalebną decyzją. Wspaniale, gdy małżonkowie, którzy z różnych względów nie mogą dać życia swojemu dziecku, decydują się na nią. Ale jeśli nie ma żadnych przeszkód, to w pierwszej kolejności należy starać się być dobrymi rodzicami biologicznymi. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by mając swoje dzieci, zaadoptować inne dziecko, jeśli jest takie pragnienie serca. Musi to jednak być wspólne pragnienie i wspólna decyzja małżonków. Nie można w tym przypadku narzucać drugiej osobie swojej woli. Zapraszam Cię do przejrzenia ciekawej strony dla małżonków, dotyczącej seksu. Kliknij TUTAJ oraz TUTAJ AP Choć dziś dziennikarze chętnie piszą o „seksualnej rewolucji" w Kościele dokonanej przez o. Ksawerego Knotza OFM Cap., panuje powszechna zgoda co do tego, że rewolucyjna jest przede wszystkim forma i medialność tego przekazu. List, 7-8/2009 Choć dziś dziennikarze chętnie piszą o „seksualnej rewolucji" w Kościele dokonanej przez o. Ksawerego Knotza OFM Cap., panuje powszechna zgoda co do tego, że rewolucyjna jest przede wszystkim forma i medialność tego przekazu. Treść bowiem - o czym świadczy imprimatur- zgodna jest z oficjalną nauką Kościoła: wszak nikt nie zakwestionuje dziś chrześcijańskiej pełnoprawności pożycia małżeńskiego, nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie go grzechem! A jednak…Śledząc, jak kształtowała się teologia małżeństwa w Kościele od późnej starożytności po kres średniowiecza, możemy zauważyć, że afirmacja małżeńskiej seksualności była początkowo bardzo daleka od więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1,27-28). Czym są te słowa pierwszego opisu stworzenia człowieka, jeśli nie afirmacją miłości małżeńskiej wraz z jej wymiarem fizycznym? A jednak pouczenie to interpretowano w egzegezie patrystycznej IV i V w. w sposób czysto alegoryczny, łącząc je z nakazem misyjnym: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody. Nawet gdy ok. V w. zaczęto je interpretować również dosłownie, nie zmieniło to w niczym powszechnego - tak u Ojców Kościoła, jak i w średniowieczu - przekonania, że w raju Adam i Ewa żyli w czystości. Święty Jan Chryzostom formułuje to w następujący sposób: „Małżeństwo zostało ustanowione po grzechu pierworodnym, jako pocieszenie wobec śmierci, by człowiek, który dziś musi umrzeć, mógł się uwiecznić w swych potomkach"1. Inni, ze św. Hieronimem na czele, są bardziej rygorystyczni; ich zdaniem rozmnażanie płciowe - a wraz z nim i popęd seksualny - jest karą za grzech pierworodny: w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swepragnienia (Rdz 3,16).„zło konieczne"Małżeństwo jest więc następstwem zła i choćby z tej przyczyny samo jest złem, aczkolwiek - co z bólem godzą się przyjąć ascetyczni teolodzy - jest to zło konieczne czy też mniejsze zło. Stworzona przez św. Augustyna teologia małżeńska Kościoła, w dużej mierze obowiązująca do dziś, opiera się na obrazie małżeństwa z I Listu do Koryntian św. Pawła, nadającym bezwzględny prymat dziewictwu: dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża (7,1-2). Jedyną racją bytu tej instytucji - dalekiej jeszcze od sakramentu - było zatem zdyscyplinowanie żądzy ciała i zamknięcie ludzkiej seksualności w ściśle określonych i dobrze strzeżonych granicach: jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie. Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć (1 Kor 7,9). Lepiej, co nie znaczy, że dobrze: św. Augustyn nie ma wątpliwości, że dobrem właściwym jest stan jednak człowiek niezdolny do oparcia się chuci decyduje się na owo mniejsze zło i wstępuje w związek małżeński, nie oznacza to, że może odtąd bez poczucia winy oddawać się przyjemności pożycia z małżonką. Z tą przyjemnością sprawa jest bowiem jeszcze bardziej problematyczna niż z małżeństwem. Z jednej strony św. Paweł jasno nakazuje chrześcijanom aktywne pożycie małżeńskie: Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie, potem zaś wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan (1 Kor 7,5), a nawet ustanawia debitum coniugale (łac. małżeńskie obowiązki): Mąż niech oddaje powinność żonie, a żona mężowi (7,3) (średniowieczne sądy kościelne będą potem prawnie rozstrzygać skargi małżonków dotyczące niedopełnienia owych obowiązków). Z drugiej strony nawet zdyscyplinowane w małżeństwie pożądanie nie przestaje być pożądaniem, nie traci więc zasadniczo negatywnego charakteru. Św. Augustyn, tak jak św. Paweł, akceptował akt płciowy w małżeństwie, choć jako ściśle podporządkowany celowi prokreacji i obwarowany licznymi zastrzeżeniami mającymi chronić przed pożądliwością: „Czym innym jest małżeństwo służące jedynie posiadaniu dzieci, co wyklucza wszelki grzech, czym innym szukanie w małżeństwie rozkoszy seksualnej z własną żoną, co jest wciąż tylko grzechem powszednim". Tertulian wypowiadał się już bardziej radykalnie: „Podstawą małżeństwa i podstawą rozpusty jest ten sam akt. Dlatego mężczyzna postępuje najlepiej, jeżeli nie tyka kobiety" (De exhortatione caritatis3). Najza-cieklejszy w swych atakach na małżeństwo św. Hieronim pisał z kolei: „Małżonkowie żyją niczym bydło, a spółkowanie z kobietami upodabnia mężczyzn do świń i innych nierozumnych bydląt" (Adversus Jovinianum). Wreszcie, wielki XII-wieczny teolog, Hugon od św. Wiktora, stwierdził wprost: „Obcowanie rodziców nie odbywa się bez cielesnego pożądania (libido), a zatem poczęcie dziecka nie odbywa się bez grzechu".do czego służy ta kobieta?Z całą stanowczością należy jednak zaznaczyć, że negatywne postrzeganie cielesności nie zrodziło się wraz z chrześcijaństwem. Kościół jest spadkobiercą starożytnego antyfeminizmu, a także filozoficznych, zwłaszcza platońskich nurtów, głoszących prymat ducha nad ciałem i wzgardę dla cielesności. Chrześcijaństwo przydaje cielesności jedynie teologiczną konotację grzechu. Tradycja grecka i rzymska znała nawet swoistą formę celibatu wśród elit, wyrażającą się w niechęci do prokreacji. We wczesnym chrześcijaństwie spadkobiercami tej tradycji stała się elita klerykalna (niższe poziomy kleru celibat objął bowiem dopiero od XI w.), stosująca abstynencję seksualną, i to jej w udziale przypadło kształtowanie teologii moralnej małżeński nie przestaje zatem być grzechem, a w najlepszym razie jest nieczystością (niesłychanie częste są metafory brudu, zbrukania itp. w odniesieniu do pożycia małżonków), nawet jeśli służy prokreacji. Niemniej jednak prokreacja jest konieczna. Dla św. Augustyna konieczność ta wynika logicznie z Księgi Rodzaju (2,18): Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc. Mizoginiczny teolog tak rozumuje: „Nie wiem, do jakiej pomocy mężczyźnie została stworzona kobieta, jeśli wykluczymy cel prokreacji. Jeśli kobieta nie została dana mężczyźnie do pomocy w rodzeniu dzieci, w takim razie do czego? Może do tego, by razem uprawiali ziemię? W takim razie lepszą pomocą dla mężczyzny byłby mężczyzna. To samo tyczy się pociechy w samotności: o ileż przyjemniejsze jest życie i rozmowa, gdy mieszkają z sobą dwaj przyjaciele niż mężczyzna i kobieta!" (De genesi ad litteram,IX, 5-9).towar reglamentowanyProkreacja jest więc jedynym uzasadnieniem małżeństwa. Jest również obowiązkiem, co w średniowieczu podkreślano szczególnie mocno, by dać odpór rozmaitym herezjom czerpiącym z tradycji orfickiej i zaciekle zwalczającym prokreację. Należało zaludnić ziemię, by następnie wypełnić niebo chrześcijańskimi duszami. Jak pisze Duns Szkot: „Wszechmocny nakazał prokreację dla zrównoważenia upadku aniołów". Dlatego zbrodnią są wszelkie próby przeciwdziałania jej - a są nimi w równej mierze antykoncepcja (stosowana już w starożytności), onanizm, stosunki przerywane i przerywanie ideałem jest jednak prokreacja bez odczuwania przyjemności seksualnej. Pisze św. Hieronim: „Kto nadmiernie miłuje swoją żonę, pogrąża się w cudzołóstwie, a z żony swej czyni ladacznicę", a jego słowa powtarzają w średniowieczu Alain z Lille, św. Bernard i inni. Kościół podejmuje próby skodyfikowania pożycia cielesnego małżonków przez poddanie go ścisłej reglamentacji. Wstrzemięźliwość miała obowiązywać już od dnia poprzedzającego niedzielę i dzień świąteczny (no i oczywiście w samo święto!), w środy i piątki, w Wielkim Poście, Adwencie, przed świętem Podwyższenia Krzyża etc. Ambitnym pobożnym małżonkom pozostawało w skrajnych przypadkach ok. 92 dni w roku, nie licząc okresów nieczystości kobiety! Pary, które nie przestrzegały liturgicznie nakazanej wstrzemięźliwości, mogły spodziewać się narodzin dzieci epileptycznych, trędowatych czy wręcz diabelskich. Tak mówi w swym kazaniu Cezary z Arles: „Trędowaci rodzą się zazwyczaj nie z mądrych rodziców, którzy zachowują czystość w stosownych dniach, a przede wszystkim z prostaków, którzy niezdolni są zapanować nad sobą". W środowiskach klasztornych od VI w. powstają penitencjały, swoiste katalogi grzechów i pokut, szczególnie wiele miejsca poświęcające sprawom seksu. Burchard z Wormacji, niemiecki kanonista z XI w. pisze z iście niemiecką precyzją o „nadużyciach małżeńskich": „Czy z twą małżonką, bądź z jakąkolwiek inną kobietą (sic), spółkowałeś od tyłu, na modłę psów? Jeśli to uczyniłeś, odbędziesz pokutę dziesięciu dni o chlebie i wodzie". Najwyraźniej uprawianie seksu w niedozwolonej pozycji jest grzechem poważniejszym niż cudzołóstwo. Dalej: „Czy obcowałeś z twą małżonką, gdy jawne już stało się poczęcie? Jeśli to uczyniłeś, odprawisz pokutę dziesięciu dni o chlebie i wodzie. (…) Czy zbrukałeś się ze swą małżonką w Wielkim Poście? Musisz pokutować przez czterdzieści dni o chlebie i wodzie albo złożyć dwadzieścia sześć soldów jałmużny. Jeśli zdarzyło się to, gdy byłeś pijany, będziesz odbywał pokutę dwudziestu dni o chlebie i wodzie". Święty Bernardyn ze Sieny piętnuje z kolei rozmaite formy pettingu, „dotyk ustami bądź dłonią".„czymże jest bowiem miłość?"W tym miejscu wypada zadać pytanie: „a jaka była praktyka?" Wymaganiom nie sposób było sprostać, dlatego nie traktowano ich bardzo poważnie, a ponieważ grzechem było jakiekolwiek pożycie, nie przejmowano się zbytnio wiernością małżeńską ani wstrzemięźliwością zalecaną duchownym: kwitła cudzołożna miłość dworna, zaś klerkowie spierali się z rycerzami o to, którzy są lepszymi kochankami. Andreas Capellanus, duchowny i teoretyk dwornej miłości, argumentuje w dość szokujący sposób: „Wystarczające jest, bym głosił mym wiernym Słowo Boże, gdy stoję przy ołtarzu. I tak, jeśli poproszę jaką niewiastę, by została mą kochanką, nie może ona mnie odprawić pod pretekstem, że jestem kapłanem. Co więcej, dowiodę wam niezbicie, iż lepiej do miłowania wybrać człeka duchownego niż świeckiego…". „Sąd miłosny" prowadzony na dworze Marii z Szampanii orzeka następująco: „Jest rzeczą oczywistą, że miłość nie może mieć miejsca w małżeństwie. Niewątpliwie małżonkowie mogą byćz sobą związani potężnym i nieograniczonym uczuciem, ale uczucia tego nie sposób utożsamić z miłością: nie taka jest jego definicja. Czymże jest bowiem miłość, jeśli nie szalonym pragnieniem namiętnego kosztowania ukrytych i sekretnych pieszczot?"Sytuacja zmienia się, ale bardzo powoli i opornie. Reformatorskie ruchy w Kościele od końca XI w. starają się schrystianizować małżeństwo, czyniąc zeń powoli instytucję religijną, a wreszcie jeden z sakramentów. W XII w. Piotr Abelard - który sam, jak wiadomo, nie hołdował ascezie - mówi odważnie: „Nie można nazywać grzechem naturalnej przyjemności ani też mówić o winie, gdy kto cieszy się przyjemnością, od której odczuwania nie może się powstrzymać. Bowiem od pierwszego dnia naszego stworzenia, gdy człowiek żył jeszcze bezgrzesznie w Raju, stosunkom małżeńskim i kosztowaniu wybornych potraw zawsze towarzyszyły przyjemne doznania. Sam Bóg tak naturę naszą stworzył" (Ethica 3). On również jednak mówi o „błogosławionej kastracji", która wyzwoliła go z „ohydztwa żądzy" (w małżeństwie!). Do Heloizy zaś zwraca się z takim pocieszeniem: „Szczęsna zamiana węzła małżeńskiego, gdy będąc wprzódy małżonką nędznego człowieka, otoś jest wyniesiona do łożnicy najwyższego Króla!".dziewica czy małżonkaCzęściowa rehabilitacja małżeństwa w XIII w., otwierająca małżonkom niedostępną dla nich do tej pory drogę do świętości, nie obejmuje również życia płciowego: Kościół zaleca dążącym do uświęcenia małżonkom, by po przyjściu dzieci na świat zrezygnowali z uprawiania seksu. Wyższość dziewictwa nie zostaje nigdy podana w wątpliwość. Biograf św. Julianny pisze: „Szczęśliwa dziewica! Nim zbrukały ją doczesne pieszczoty, poślubiona została Chrystusowi przez swą miłość". Podobnie wyraża się św. Bernard: „Szczęśliwi, którzy nie zbrukali swych szat i którzy chlubią się, wraz z Panią naszą, przywilejem dziewictwa" (Kazanie XLVI). W zbiorze kazań poświęconych Pieśni nad Pieśniami ów poetycki opis małżeńskiej miłości zostaje całkowicie pozbawiony swego literalnego znaczenia i jest odnoszony do doskonałości dziewictwa, podobnie jak cała mistyka nupcjalna (oblubieńcza). Po dziś dzień pozostajemy w orbicie tych pojęć. Czystość, w przenośnym znaczeniu, jest nadal synonimem abstynencji seksualnej. Podkreślony jest wieczysty charakter dziewictwa Maryi, który w najmniejszym stopniu nie wynika z Ewangelii -werset: [Józef] nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna (Mt 1,25), opatrzony jest w Biblii Tysiąclecia przypisem, który mówi, iż autor Ewangelii „nie twierdzi, że Maryja nadal pozostała dziewicą, lecz i nie przeczy temu". Biblia poznańska komentuje wprost: „Wstrzemięźliwość Józefa trwała również po narodzinach Jezusa, ale Ewangelista nie zajmuje się już tym tematem". Skąd ten nacisk, jeżeli nie stąd, że na pożyciu małżeńskim nadal ciąży odium nieczystości?przełom?Przełom XIV i XV w. przynosi pewne rozluźnienie w kwestii seksualności. Dopuszczone stają się pieszczoty i uściski (bez wylania nasienia). Dionizy Kartuz, reagując na potrzeby coraz liczniejszej warstwy oświeconych świeckich, uznaje istotną wartość małżeńskiej miłości fizycznej, będącej już nie przeszkodą, a drogą ku wyższym etapom agape. Marcin Le Maistre i Jan Mair, XV-wiecz-ni nominaliści, sprzeciwiając się całej tradycji Kościoła, dążą do usprawiedliwienia rozkoszy seksualnej w stosunkach małżeńskich; kardynał Kajetan, dominikanin, przyznaje stosunkom małżeńskim pełne „uprawnienie", nie uznając ich nawet za grzech powszedni. Ten nurt liberalny trwa przez cały XVI w.: Dominik de Soto, Piotr Kanizjusz, doktorzy jezuiccy niestrudzenie dowartościowują fizyczną miłość, nie odrzucając rzecz jasna celu prokreacji. Kościół jednak nie znajduje się „na prostej" wiodącej do ojca Knotza. Na przełomie XVI i XVII w. wracają zasady augustyńskie: Europa protestancka przez rygoryzm dotyczący zachowań seksualnych chce podkreślić konieczność łaski, w katolickiej zaś jansenizm prowadzi do pedagogii rozpaczy. Kto wie zatem, co czeka nas po ojcu Knotzu…Teraz jednak, czytając podręcznik kapucyna, możemy mieć wrażenie, że oto wreszcie uporaliśmy się z odium ciążącym na małżeńskim pożyciu. Chociaż… gdy czytam fragment o tym, że „miłość męża do żony obliguje go, aby po swoim własnym zaspokojeniu pieścił jej wargi sromowe i łechtaczkę do czasu, aż osiągnie orgazm", mam niepokojące poczucie, że nie jesteśmy bardzo daleko od wyroku XII-wiecznego sądu kościelnego, który również obligował męża (pod groźbą pręgierza, to prawda, i bez doprecyzowania sprawy orgazmu) do współżycia płciowego z żoną przynajmniej raz w tygodniu… Mam wrażenie, że mamy tu do czynienia z podobnym pragnieniem kanonicznego niemal regulowania wszystkich, najdrobniejszych choćby kwestii związanych z pożyciem małżeńskim. Rodzi się we mnie obawa, że pozornie wychodząc naprzeciw oczekiwaniom nowych, bardziej wyzwolonych seksualnie chrześcijan, i zachęcając ich do otwartości na doznania erotyczne, w gruncie rzeczy gwałci się intymność małżeńską i skutek może być odwrotny do zamierzonego - a podobny do tego, który odnosiły zakazy i nakazy średniowieczne. Seks bowiem - szczególnie małżeński, jako otwarty na tajemnicę życia i niezdolny zredukować się do czysto technicznej gimnastyki - jest domeną, która szczególnie potrzebuje intymności i dyskrecji. Piosenkarka, która w wywiadzie promującym skandalizującą płytę mówi: „wkurzało mnie, że intymność jest w popkulturze tematem wstydliwym", pada ofiarą całkowitego pomieszania pojęć: słowo intimus oznacza „najbardziej wewnątrz znajdujący się, najtajniejszy, najgłębszy", z definicji jest więc czymś, co unicestwia się przez więc istnieje trzecia droga dla Kościoła, której wzór mogłaby dać Ewangelia: wyznaczając jasne reguły dotyczące ochrony życia i małżeństwa, zachowuje ona najdalej idącą dyskrecję i szacunek wobec małżeńskiego pożycia. Może zamiast zakazywać bądź nakazywać, zwrócić małżonkom wolność w przeżywaniu ich intymności?Joanna Gorecka-Kalita, historyk literatury, tłumacz z j. francuskiego Więź małżeńska jest zagrożona przez grzech, który godzi w miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Warto więc zwrócić uwagę na wykroczenia dotyczące przysięgi małżeńskiej, a następnie spojrzeć na ich ocenę moralną. Nikogo nie trzeba przekonywać, że na co dzień żyjemy we wspólnotach, tworzymy je i wzrastamy dzięki nim. Szczególnym rodzajem wspólnoty jest – jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego w numerze 1601 – „Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu”. Więź małżeńska jest zagrożona przez grzech, który godzi w miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Grzech przeciw małżeństwu stanowi zatem zdradę lub naruszenie dobra, które wypływa z samego powołania małżeńskiego. Warto więc zwrócić uwagę na wykroczenia dotyczące przysięgi małżeńskiej, a następnie spojrzeć na ich ocenę moralną. Tekst opublikowany w Zeszytach Odnowy w Duchu Świętym - 2012 otrzymaliśmy dzięki uprzejmości autora. Przeciw miłości W rozumieniu chrześcijańskim celem miłości małżeńskiej jest wola uświęcenia drugiego człowieka, stworzonego na „obraz i podobieństwo Boga”, a więc pomoc w jego wzroście duchowym. Wśród wykroczeń przeciwko miłości małżeńskiej możemy wskazać na egoizm, hedonizm i niegodziwe praktyki przeciwko poczęciu. Egoizm [łac. ego ‘ja’] charakteryzuje postawę życiową, która skłania się ku poszukiwaniu wyłącznie własnego dobra, podporządkowywanie wszystkiego i wszystkich swej wygodzie, przyjemności czy nawet zachciankom, zawartym w ukrytym programie – oczekiwaniach w odniesieniu do postępowania współmałżonka, jego myślenia, uczuć, ubierania się, itp. Zaprzecza w ten sposób miłości, bo pomija bezinteresowność i gotowość ofiary na rzecz współmałżonka. Próba budowania „domu na piasku”, urządzania się według własnych wizji i przekonań, skutkuje stwierdzeniem o nieudanym związku. Taka postawa może wynikać z niedojrzałości osobowej albo stanowić świadomy wybór. Hedonizm małżeński jest wykorzystaniem aktów małżeńskich wyłącznie dla uzyskania zmysłowej przyjemności, co degraduje osobę współmałżonka do poziomu przedmiotu użycia. Hedonizm jest również źródłem różnych nadużyć i zboczeń przekreślających osobową godność ciała, jak i wykluczających rodzicielski sens aktywności płciowej. Hedonizm w połączeniu z niegodziwymi praktykami przeciw poczęciu oznaczają postępowanie, które równocześnie przekreśla miłość i czystość małżeńską. Niegodziwe, grzeszne i szkodliwe są przerywanie zbliżenia cielesnego oraz stosowanie środków antykoncepcyjnych mechanicznych i chemicznych. Antykoncepcja wyklucza prawdę „daru”, a nadto fałszuje mowę ciała, wpisaną przez Boga w istotę przymierza małżeńskiego, niszczy w ten sposób więź oblubieńczą ze Stwórcą. Przeciw wierności Wierność oznacza, że małżonkowie mają prowadzić życie małżeńskie tylko ze sobą, wyłączając inne osoby. Niewierność stanowi grzech przeciwko czystości małżeńskiej, przykazaniu Bożemu i przeciwko sakramentalnej przysiędze małżeńskiej wierności, którą składa się w czasie zawierania małżeństwa. Niewierność małżonków sakramentalnych zaczyna się wcześniej w sferze wiary i praktyk religijnych (zaniedbanie modlitwy i sakramentów świętych, szczególnie w różnych sytuacjach stresowych), a więc od niewierności Bogu. Niewierność narusza ona ścisłe prawa drugiej osoby, a więc łamie także sprawiedliwość. Często zdarza się, że tragedie małżeńskie zaczynają się od niewinnych zabaw, jak anonimowe flirty przez komunikatory internetowe. W wielu wypadkach taka sytuacja prowadzi do zdrad i rozwodów nie tylko z winy mężczyzn, ale i kobiet. Właśnie dla kobiet uczucia są tak bardzo ważne i tak często w małżeństwie nieodwzajemnione czy niespełnione. W tym momencie zmienne z natury swej uczucia są stawiane na pierwszym miejscu i mylone z miłością. Jak zauważa Jacek Pulikowski – „całe rzesze młodych dziewcząt są wykorzystywane przez sprytnych ‘graczy’ na uczuciach. Coraz liczniejsze (i to nieraz bardzo młode) żony zdradzają swych mężów. Coraz więcej jest rozwodów. Coraz więcej ludzi bez żadnej trwałej więzi bawi się seksualnie, bez dopuszczenia nawet myśli o dziecku, jedynie dla przeżyć, dla usprawiedliwienia nazywając to ‘miłością’. A ci wszyscy, którzy ten bałagan napędzają (bo na nim zarabiają), chciwie liczą swoje judaszowe srebrniki. Judaszowe, bo zarabiane na ludzkiej krzywdzie”. Chodzi między innymi o tych, którzy zajmują się dystrybucją pornografii.

czy onanizm małżeński jest grzechem