- A właśnie, że teraz. - zagrodził wyjście swoim ciałem. - Tylko szybko. - usiadłam i od razu, gdy tylko moje spojrzenie padło na brata przypomniała mi się chwila gdy jeden z mężczyzn obecnych w szatni zasłonił się i zwiał. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. - Wszystko wiem. Alexy mi powiedział. Cholera.
Przez 6 godzin pozwoliła robić wszystko ze swoim ciałem. Ludzie zrobili z nią coś strasznego! - AllPress.pl
Zastąpienie: „Będę traktować moje ciało ze współczuciem.” Twoje ciało jest domem, w którym funkcjonujesz przez całe życie. Pozwoliło ci przejść przez wszystko, co do tej pory napotkałeś/aś w życiu. Zasługuje na Twój szacunek i życzliwość. Porozmawiaj ze swoim ciałem w sposób, w jaki rozmawiasz z kimś, kogo kochasz.
Wystarczy, że przez tydzień drastycznie zmniejszysz wszystkie skrobiowe węglowodany i cukry i zastąpisz je warzywami o niskiej zawartości węglowodanów. W Twojej diecie powinny również pojawić się takie produkty jak jajka, chude mięso oraz ryby. Zobacz: Jak schudnąć z brzucha i całego ciała, dołącz do 30-dniowego wyzwania>> 2.
Emocje, a Twoja relacja z ciałem. Emocje nie są pozytywne, ani negatywne. Wszystko zależy od tego, jak je odbierasz. Jednak niektóre z nich powodują możliwe dalsze zakłócenia w Twoim organizmie. Przez te zakłócenia rozumiemy na przykład aktywację procesów fizjologicznych, które zmieniają normalny stan równowagi w Twoim ciele.
7 października bojownicy Hamasu przedarli się przez umocnienia wzdłuż granicy ze Strefą Gazy, wdarli się do Izraela i dokonywali morderstw na szeroką skalę. Przeprowadzili także atak rakietowy. Zginęło około 1,4 tys. osób. W odpowiedzi Izrael prowadzi ostrzał wymierzony w cele znajdujące się na terenie Strefy Gazy.
f6vUqT. Autor: Wanda LachowiczTytuł książki: Przeklinam cię, ciałoWydawnictwo: Wydawnictwo DolnośląskieIlość stron: 196Ocena: 5/6 Zgodnie z obietnicą, którą to zawarłam w ostatnim poście, dzisiaj chciałabym napisać o książce przeczytanej już jakiś czas temu. Wiem, że znów minęło troszkę czasu, aż w końcu przysiadłam, aby naskrobać tutaj parę słów, za co przepraszam, ale stwierdziłam, że muszę przejrzeć chociażby pobieżnie wydarzenia będące opisane w tej książce, a trochę mi się to niestety przedłużyło, jak i wystąpiły także innego rodzaju obowiązki, czy po prostu zajęcia. Natomiast przechodząc już do głównego tematu, oczywiście na samym początku należałoby podać autora i tytuł. Tak więc, książka, o której chcę co nieco napisać, to zawarte już w tytule mojego artykułu "Przeklinam cię, ciało", autorstwa Wandy Lachowicz. Muszę przyznać, że poleciła mi ją właściwie bibliotekarka, pamiętam to dokładnie, mówiąc, że sama czytała i że naprawdę warto po nią sięgnąć. Tak więc i ja zabrałam się za lekturę i muszę przyznać, że na pewno szybko się ją czyta ze względu na to, że występuje narracja 1-osobowa, najczęściej w prostych, ale mających w wielu przypadkach dość spore przesłanie, zdaniach, w dodatku na zasadzie pewnego rodzaju pamiętnika. Już sama autorka, we wstępie podkreśla, że są to zwierzenia studentki, która cierpiała na zaburzenia odżywiania, to jest: anoreksję i bulimię. Również od samego początku wiadomo, jak potoczyły się jej końcowe losy, więc nie będzie nic złego w tym, jak napiszę, że "pokonała chorobę, chociaż ciągle uważa się za anorektyczkę, bo wie, że koszmar tamtych lat w każdej chwili może powrócić." Jest to poniekąd powieść psychologiczna, mająca na celu skupienie się na psychice tej młodej dziewczyny, a także na próbie znalezienia motywów takiego jej postępowania. Jeśli chodzi o samą główną bohaterkę, może się wydawać w niektórych momentach postacią nieco irytującą. Walkę ze swoim ciałem rozpoczyna wtedy, kiedy związek jej rodziców się rozpada, a jej ukochany tata postanawia się wyprowadzić. Chcąc go zatrzymać, głośno wymiotuje, jednak i to nie powstrzymuje jej rodziciela przed zrealizowaniem swojej decyzji. Od tego momentu, dziewczyna załamuje się i robi wszystko, żeby zniszczyć samą siebie, mając nadzieję, że w końcu przez to umrze. Dodatkowo, jest zafascynowana postacią Marilyn Monroe, z którą łączy wiele swoich cech, widząc w jej osobie kogoś, kto został skrzywdzony przez ludzi. Również jej relacje z matką nie są najlepsze, gdyż uważa swoją rodzicielkę za wyjątkowo słabą, skoro pozwoliła odejść ojcu, czy też nie może znieść jej ciągłego płaczu i błagań, by w końcu bohaterka zaczęła o siebie dbać. Tak naprawdę mogłabym bardzo dużo pisać, żeby naprawdę streścić tą książkę, jednak oprócz tego chcę się także skupić na problemie dotyczącym chorób wyżej wymienionych. Tak więc, co dzieje się dalej? Nie tylko anoreksja i bulimia towarzyszą dziewczynie, ale także ma ona problem z narkotykami, sama staje się przez pewien czas dealerem... Jednak głównie dzięki matce (której sama mówi, że nienawidzi), leczy się w szpitalach psychiatrycznych, choć usilnie broni się przed tym, żeby wyjść na prostą, oskarżając wszystkich o to, że chcą ją umieścić w jak to mówi: miejscu dla wariatów. Jednym słowem, jest to nieco wstrząsająca historia dziewczyny, która od dzieciństwa, poprzez rozwód rodziców, jest wyśmiewana przez innych, załamuje się i tym samym postanawia walczyć ze swoim ciałem, niszcząc sobie życie. Cały czas kreuje na silną, twardą osobę, lecz w głębi duszy kryje się poniekąd mała, zagubiona dziewczynka... Jej losy są momentami drastyczne, czasami wzruszające, a innym razem sprawiające, że czytelnik ma ochotę, nieładnie mówiąc "przywalić" jej, żeby w końcu się ogarnęła i zaczęła doceniać też pozytywne chwile swojego życia, a także ogromny wysiłek matki. Jednemu ta historia może się spodobać, dla kogoś innego nie będzie ona stanowiła żadnej rewelacji. Ale na pewno może dać wiele do myślenia osobom, a przede wszystkim nastolatkom/młodym kobietom, które nie potrafią zaakceptować siebie... I w tym momencie przechodzę do sprawy anoreksji i bulimii. Encyklopedycznie by rzec, pierwsza to zaburzenie odżywiania polegające na celowej utracie wagi, czemu towarzyszy między innymi dysmorfofobia. Druga choroba, jest w pewien sposób powiązana, to także zaburzenie odżywiania, lecz często objawia się najpierw napadami objadania, które później prowadzą do zachowań kompensacyjnych, jak najczęściej stosowane wymioty, ale i używanie środków przeczyszczających, czy głodówki, choć i na nie należy zwrócić uwagę mówiąc o anoreksji. Jednak co sama chciałabym tutaj zawrzeć, to nie przeprowadzenie jakiejś lekcji na temat tych chorób, ale zwrócenie uwagi na główny powód ich powstawania: brak wiary w siebie, niemożność zaakceptowania własnego wyglądu, choć i czynników jest mnóstwo, bo może to być odrzucenie przez osobę płci przeciwną, problemy w domu, szkole... Mimo wszystko, nie jestem w stanie zrozumieć, jak można tak bardzo niszczyć własne ciało, ale przede wszystkim własną duszę i psychikę. Bo to nie są choroby fizyczne, tylko psychiczne, a one niestety wiążą się z głębokimi ranami w głowie, których nie da się tak łatwo wyleczyć. Taka dziewczyna, wyglądając jak skóra i kości, stojąc przed lustrem, widzi coś innego: za duże uda, za pulchną twarz, mało płaski brzuch... Tutaj problem leży w tym, jak te osoby postrzegają siebie. Nie docierają do nich słowa innych ludzi, że są szczupłe, ba, wręcz okropnie chude. Wszelkie wykłady o tym, że powinny się leczyć, odrzucają i bardzo często lądują w szpitalu wtedy, kiedy jest już naprawdę źle. A w wielu wypadkach, to ich nadmiernie odchudzanie prowadzi do śmierci. To jak jeden z rodzajów samobójstwa, może początkowo nieświadomy, bo celem tych osób jest doprowadzenie swojego wyglądu do perfekcji (która to według ich pojęcia jest inna niż u większości ludzi), ale z czasem tak się zapędzają, że mimowolnie znajdują się w stanie już krytycznym. Najciężej jest, by osoba zdała sobie sprawę z tego, iż jest chora. Przyznała przed samą sobą, że nie radzi sobie z tym problemem i postanowi dobrowolnie oddać się na leczenie... ale głównie swoich myśli i duszy, a przy okazji również ciała. Jednak zdecydowanie mniej jest takich przypadków, niestety. Wiecie, przyznam, że sama nie należę do jakiś szczupłych osób, choć i tak źle ze mną nie jest ;), ale przyznam, jest może za dużo tu, czy tam i zdaję sobie sprawę, że powinnam to zmienić choć w jakimś stopniu i staram się to robić, mimo że czasami ciężko idzie, ale zaakceptowałam samą siebie i chociaż czasem nachodzą różne myśli, staram się je od siebie odpędzać. Bo wszyscy jesteśmy piękni, jeśli tylko sami tak o sobie uważamy, więc może to nie taki zły pomysł, by czasami stanąć przed lustrem i głośno powiedzieć samemu sobie: "Jesteś pięknym człowiekiem, mimo niektórych wad, ale przecież nikt nie jest idealny, lecz każdy na swój sposób wyjątkowy." Jednak wiem, że takie choroby są i istnieć będą jeszcze długo, bo nie każdy ma na tyle mocną psychikę, żeby zachować dystans do samego siebie, a przede wszystkim, by siebie zaakceptować. Jeśli jednak występuje pierwszy warunek, to już pół sukcesu do normalnego ukształtowania siebie i własnego życia, bez konieczności "poprawy", która w przypadku zaburzeń odżywiania niestety jest czymś całkowicie destrukcyjnym. Kończąc, mam nadzieję, że zachęciłam do samodzielnego przeczytania książki, choć wiem, że sporo z niej zdradziłam. Natomiast chcę też powiedzieć, byście nigdy nie tracili wiary w siebie, a przede wszystkim zaakceptowali własny wygląd, charakter, który mimo wad (bo przecież każdy z nas je posiada) ma także ogrom zalet i to je powinniśmy wysuwać na pierwszy plan. Chciałabym jeszcze zamieścić parę cytatów, które na pewno zagoszczą w moim notatniku, takie, jakie szczególnie zapadają w pamięci, tak więc: Nawiązując do ostatniego cytatu, chciałabym jeszcze raz podkreślić, byśmy spróbowali zaakceptować samych siebie, a wtedy wszystko będzie lepsze. Mam nadzieję, że niedługo znów tutaj coś napiszę. Trzymajcie się!
Michał i Zosia spotkali się w 2020 roku. On – filmowiec, ona – fotografka, oboje z wielką niezgodą na to, jak ciało jest pokazywane, traktowane i postrzegane społeczeństwo. Z tej niezgody powstał pełnometrażowy film dokumentalny To tylko/aż ciało. To opowieść o tym, dlaczego tak trudno kroczy się ścieżką samoakceptacji. Dziś twórcy tej kameralnej produkcji opowiadają nam o swoim pomyśle i procesie. Chciałam was na początek poprosić, żebyście wytłumaczyli się z tytułu: To tylko/aż ciało? Tylko czy aż? Czy jest w tym wątpliwość? Zosia LS: Ja bym tego nie nazwała wątpliwością. Żyjemy w świecie, w którym o ciele mówi się nadmiernie albo się je pomija. Z jednej strony to aż ciało, bo dzięki niemu możemy robić to, co kochamy. Jest naszym kumplem i domem ducha. Jednak z drugiej strony jest tylko ciałem – tym, jak wyglądamy, a to nie jest najważniejsze. Poprzez moją fotografię chciałabym znaleźć kompromis między tymi dwoma podejściami. Michał Hytroś: Stworzyliśmy film, którym chcemy zaprosić widzów do dyskusji o ciele. I ten tytuł ma w sobie coś zaczepnego. Zostawiamy widzowi_ce wybór, bo wszystko zależy od perspektywy – dla jednej osoby to będzie „aż” ciało, a dla innej „tylko”. Czasami ciało przysparza nam problemów, blokuje nas, a innym razem pozwala osiągać niesamowite rzeczy. Żyjemy w czasach, w których ważne aspekty ciała – to, jak ono może nam służyć, jak możemy je pokochać, są pomijane na rzecz niezdrowego kultu wygórowanych pseudoideałów sugerowanych przez popkulturę. Młodzi ludzie popadają przez to w masę kompleksów. Z raportu WHO wynika, że Polska zajmuje procentowo pierwsze miejsce pod względem żyjących tu nastolatków_ek, którzy_re nie akceptują swojego ciała. To wszystko mówi o naszym stosunku do ciała bardzo dużo, a jednocześnie niewystarczająco, bo opowieść o ciele powinna mieć również charakter jednostkowy. W kontekście indywidualnym to emocje powinny być punktem wyjścia do rozmowy o ciele. Stąd taki tytuł – chcemy nim zaczepić widza_kę, powiedzieć do niego: „hej, pogadajmy”. On_a może się skłaniać ku opcji „aż”, a ja ku „tylko”. Posłuchajmy siebie i może znajdźmy jakiś środek. Mówicie o uprzedmiotowieniu ciała i o tym, że często jest ono przedstawiane w sztuce jako produkt. Szukacie alternatywnego sposobu jego pokazania. Jednocześnie wybieracie formę filmową, czyli wizualną – w jaki sposób uciekacie od popkulturowej narracji o ciele? M: Temat ciała chodził za mną od bardzo dawna. Sam, zanim skończyłem Szkołę Filmową, studiowałem aktorstwo. Na scenie pracuje się ciałem, w związku z tym zacząłem zauważać swoje kompleksy, z którymi nigdy sobie nie poradziłem. Zastanawiałem się, jak do tego ciała można się inaczej „dobrać” – jak je zaakceptować, pokochać. Nie wiedziałem tylko, jak o tym opowiedzieć. Nie chciałem pracować z fotografami, którzy traktują modelki jak narzędzia. Aż pojawiła się Zosia, a między nami – niesamowita relacja. I tutaj wrócę do twojego pytania o to, co zrobić, żeby ciała na ekranie nie uprzedmiotowić: postawić człowieka, jego myśli i emocje na pierwszym miejscu. Nie film, nie efekt. Zawsze powtarzam, że w tworzeniu dokumentu najważniejsze są momenty, kiedy kamera jest wyłączona – wiele godzin rozmów, przebyte setki kilometrów, gapienie się w gwiazdy, nieprzespane noce, wspólne gotowanie. To wszystko doprowadziło do tego, że opowiadamy o ludziach, a nie o ciałach. A przy okazji – ci są ludzie zaklęci w tych ciałach. Z: To, co widzimy na fotografii czy filmie, jest pokazane przez pryzmat osoby, która ten obraz stworzyła. Jeśli ja na nagość i cielesność nie nakładam popularnych kalek, to ich nie widać, bo coś innego się wybija. Ktoś kiedyś skomentował moje zdjęcie pisząc, że miałoby ono taką samą wartość, jakby modelka była ubrana. Jeśli ja, fotografując, nie robię z nagości tematu, to w jakiś sposób „mniej” ją widać. M: Dzielę obrazy na dwie grupy: na ładne, estetyczne i na te wypełnione. Nie koniecznie idealnie skadrowane i oświetlone, ale które mają w sobie element zbliżenia się do człowieka i jego emocji. Ujęcie może być rozedrgane, ale obraz ma wtedy wartość, której pod względem technicznym nie da się zmierzyć. Zosia jest główną bohaterką filmu, ale cały czas pojawiają się kolejne osoby i każde następne spotkanie było inne – jego tempo, czas, ostrożność, siła. Spotkaliśmy osoby bardzo wycofane, ale też takie z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, który w nas uderzał jak fala tsunami. Nie analizowaliśmy żadnego z kadrów, ale podróżowaliśmy emocjonalnie z naszymi bohaterami, próbowaliśmy zrozumieć piękno ich uczuć. A w tym wszystkim wierzyliśmy, że ciało samo o sobie opowie. Z: Marzy mi się, żeby ludzie oglądając nasz film mogli przejść drogę, na początku której widać wyraźnie tę nagość, a z biegiem czasu zaczynają widzieć po prostu człowieka. M: Podsumowaniem odpowiedzi na twoje pytanie może być to, że w naszym filmie wektor jest cały czas skierowany do wewnątrz, czyli ku porozumieniu się z samym sobą, o pozwoleniu sobie być bezbronnym. A jaka była droga każdego z was, jako artystów, ale też ludzi w ogóle, do znalezienia w sobie tego wektora skierowanego na wnętrze, o którym mówisz, Michale? Z: Ja zaczęłam fotografować dzięki doświadczeniu przejścia przez zaburzenia odżywiania. Sztuka pozwoliła mi sobie samej pomóc i zauważyć, że każde ciało jest inne i inaczej wygląda, że w człowieku jest dużo więcej treści niż sama warstwa zewnętrzna. Najpierw zaczęłam robić zdjęcia portretowe, a potem akty. Nie zauważyłam nagości, skupiałam się na oczach osób, które fotografowałam. W tym procesie bardzo naturalnie na pierwszy plan zaczęły wychodzić ludzkie emocje. To mnie uzdrawiało. Chodziłyśmy z dziewczynami po górach i lasach, one były nagie, czasem ja też, i nagle okazywało się, że to nie ma znaczenia, że liczy się relacja, szukanie punktów wspólnych, opowiadanie sobie nawzajem o swojej walce, na przykład z zaburzeniami odżywiania. Nawet nie zauważyłam, kiedy moje spojrzenie na ciało się zmieniło. M: Wyszliśmy od nagości, ale udało nam się dojść dużo głębiej. Ciało mówi wiele o naszych bólach i z czasem trwania filmu udaje nam się wejść pod wierzchnią powłokę ciała. Eksplorowanie tematu ciała byłoby banalne, gdyby skończyło się na poziomie skóry, a nasz proces przebiega od ogółu do szczegółu. Chciałem też powiedzieć, że kiedy zaczynaliśmy kręcić ten film, mierzyłem się z poczuciem wypalenia zawodowego i tworzenie tego dokumentu pozwoliło mi znów uwierzyć, że warto opowiadać historie, że spotkani ludzie przynoszą poczucie ogromnego wewnętrznego spokoju. Z: Oboje z Michałem spotkaliśmy siebie nawzajem w przełomowych momentach naszych żyć i ludzie, których poznaliśmy na naszej drodze pomogli nam przejść przez pewien proces szukania odpowiedzi na pytania o wolność i dążenie do niej, lęki i strachy, relacje i drogę. Zadałam sobie pytanie, czy ja, dążąc do wolności, nie zamykam się w klatce własnych wyobrażeń (często mylnych). Te godziny rozmów pomogły mi znaleźć część z tych odpowiedzi. Ostatni etap produkcji filmu To tylko/aż ciało możecie wesprzeć na portalu Wywiad: Karola Kosecka – jedna z redaktorek magazynu Szajn, studentka aktorstwa i sztuki performatywnej na University of Arts London. Chce pracować artystycznie z osobami w spektrum autyzmu i poprzez teatr pokazywać neuroatypową wrażliwość osobom nieautystycznym. Marzy o życiu z kolektywem i zwierzętami w dużym domu dostępną dla wszystkich kuchnią i ogrodem warzywno-ziołowym. Korekta: Anita Głowacka (24).
Marina Abramović to serbska artystka, która znana jest z niezwykłych performace’ów. Jednym z najbardziej znanych i szokujących był ten z 1974 roku. Pozwoliła, by widzowie przez 6 godzin robili z nią co chcieli. Projekt "Rhytm O" przeprowadzono w Neapolu. Uczestnicy mieli do wyboru aż 72 przedmioty, których mogli na artystce użyć. Od pióra po żyletki. Przez pierwszą godzinę nic się nie działo, a pod koniec ktoś rozciął jej skórę na szyi. Abramović była gotowa nawet na gwałt. Skończyło się na byciu nagą i poranioną. "Eksperyment ujawnił coś strasznego o ludziach. Pokazuje jak szybko ktoś może się zmienić i porzucić człowieczeństwo, jeśli mu na to pozwolisz" - skomentowała wydarzenie marca 2019 w CSW Znaki Czasu w Toruniu będzie można podziwiać wystawę Mariny Abramović. Nosi tytuł "Do czysta". Będzie to ok. 120 dzieł artystki. Niektóre powstały jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku. Wybrane dla CiebieProgramy Wirtualnej Polski
W 1974 roku serbska artystka Marina Abramović postanowiła podjąć się bardzo ryzykownego projektu. ”Rhythm 0” miał być jednorazowym eksperymentem i pokazem w jednym. Wynik końcowy okazał się być bardzo niepokojący. W neapolitańskim studiu Morra artystka stała nieruchomo przez 6 godzin. Wokół niej zostało umieszczone 72 przedmioty i dokładne instrukcje. „Dookoła mnie znajdują się przedmioty. Możesz mnie nimi potraktować. Jestem obiektem. Biorę pełną odpowiedzialność za wszystko, co zostanie mi uczynione. Czas trwania to 6 godzin.” Przedmioty zostały podzielone na dwie grupy. „Przyjemne” jak kwiaty, pióra, wino, kawałki chleba i „szkodliwe” jak noże, żyletki, pręty i atrapa pistoletu. W ciągu pierwszej godziny niewiele się wydarzyło. Głównie fotograf podchodził do Mariny, by zrobić kilka zdjęć. Stopniowo ludzie z widowni zaczynają podchodzić. Wręczają artystce kwiaty, podnoszą ręce, czy składają pocałunki. Jednak to dopiero początek makabrycznej nocy. Wkrótce Marina zostaje przeniesiona na stół, a między jej nogi zostaje wbity nóż. Niektórzy ludzie dotykają jej miejsc intymnych. Od trzeciej godziny coraz częściej w użyciu znajdują się „szkodliwe” obiekty. Jej ubrania są rozcinane żyletką, artystka otrzymuje rany, z których ktoś pije krew. Zdarzają się drobne napaści seksualne. Doświadczenie nadal nie jest zakończone, a wszelkie nieprzyjemności zaczynają się nasilać. Ktoś przystawił pistolet do jej głowy. Marina była jednak gotowa znieść nawet gwałt. Po sześciu godzinach projekt jest zakończony, a publiczność nie potrafi spojrzeć jej w oczy. Napastnicy nie chcą konfrontować się z Mariną jako osobą. Wynik końcowy podzielił widownię na dwie grupy, oprawców i obrońców. Jak łatwo się domyślić, oprawcy sięgali po „szkodliwe” obiekty, a obrońcy po „przyjemne”. „To ujawnia coś strasznego o ludziach. Pokazuje, jak szybko ktoś może się zmienić i porzucić człowieczeństwo w sprzyjających okolicznościach. Ktoś, kto nie walczy staje się w oczach innych przedmiotem. To dowód na to, że część ludzi skrywa w sobie bardzo ciemne oblicze, które z „normalnego” staje się czymś potwornym.” Wynik z pewnością zszokuje wiele osób. Właśnie dlatego należy pamiętać, że każdy zasługuje na szacunek. Pamiętajmy o człowieczeństwie.
Szukasz łatwego sposobu na wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych, które zostaną z Tobą na całe życie? Przechodziłaś na różne diety już wiele razy, ale zawsze coś stawało Ci na przeszkodzie do osiągnięcia sukcesu? W dzisiejszym, bardzo dynamicznym świecie trzymanie się zdrowej diety może być niekiedy dużym wyzwaniem. Opieka nad domem i rodziną lub praca często ogranicza Ci czas, który możesz przeznaczyć na przygotowanie zdrowych posiłków. Jeśli chcesz wiedzieć, co zrobić, żeby w końcu, raz na zawsze wprowadzić skuteczne zmiany do swojego sposobu żywienia, koniecznie przeczytaj ten artykuł do końca. Dzięki tym kilku prostym radom będziesz w stanie wypracować zdrowe nawyki żywieniowe i już nigdy nie będziesz przejmować się nadmierną masą ciała, złym stanem zdrowia i brakiem energii! Przygotuj się odpowiednio Nie wychodź do sklepu bez listy zakupów. Istnieją dwie ważne strategie, których powinnaś się trzymać podczas robienia zakupów spożywczych. Po pierwsze, przygotuj listę z wyprzedzeniem. Jeśli nie wiesz, czego dokładnie potrzebujesz, może się to skończyć wrzuceniem do koszyka produktów pod wpływem impulsu. Po drugie, nie idź do sklepu głodna. Jesteś wtedy bardziej skłonna na zakup większej liczby produktów, a w dodatku takich o niskiej wartości odżywczej. Zrób porządki w swoich szafkach. Nie rób zapasów słodyczy i innych niezdrowych przekąsek na zapas. Jeśli nie będziesz ich trzymać w domu, jest mniejsze ryzyko, że sięgniesz po nie w przypływie kryzysu lub nagłej zachcianki. Jeśli naprawdę będziesz chciała zjeść coś mniej zdrowego, to wybierzesz się po to do sklepu, a to jest już dodatkowa aktywność, która na pewno wyjdzie Ci na dobre. Znajdź zamienniki dla cukru. Jedno jest pewne – spożywamy zdecydowanie za dużo cukru, często nawet nie będąc tego świadomym. Warto na co dzień stosować inne, lepsze i zdrowsze zamienniki. Ja polecam Ci ksylitol, erytrytol i stewię. Ksylitol ma o 40% mniej kalorii niż zwykły cukier, a erytrytol i stewia nie mają ich wcale! Możesz je dodawać do kawy, herbaty, ciast i wszystkich innych potraw, do których używasz też cukru. Pamiętaj, że cukier znajduje się także w słodkich napojach gazowanych. Staraj się ograniczyć ich ilość i zamiast tego stawiać na wodę i od czasu do czasu, napoje zero kalorii. Zwracaj uwagę na to, co kładziesz na talerz Zwiększ ilość warzyw i owoców. Zalecana, minimalna ilość warzyw i owoców w ciągu dnia to 400 gramów. Dodawaj je do każdego posiłku. Zawierają małą ilość kalorii, za to sporą dawkę błonnika, witamin, składników mineralnych i antyoksydantów. Zwiększą Twoją sytość po posiłku, dzięki czemu będziesz miała mniejszą ochotę na podjadanie. W posiłku powinny zajmować połowę Twojego talerza. Jedz zbilansowane posiłki. Staraj się bilansować posiłki w odpowiedni sposób. Zacznij od źródła węglowodanów złożonych – np. pieczywa, kasz, ryżu, makaronu. Dodaj do tego źródło białka np. jajka, mięso, ryby, nabiał, tofu. Następnie dorzuć niewielki dodatek tłuszczu np. oliwę, orzechy lub pestki. Całość uzupełnij w warzywa lub owoce. Tak zbilansowany posiłek sprawi, że nasycisz się na długie godziny, a ochota na sięgnięcie po “coś słodkiego” ulegnie zmniejszeniu. Nie podjadaj między głównymi posiłkami. Ustal sobie spożycie kilku głównych posiłków w ciągu dnia, najlepiej od 3 do 5. Trzymaj się spożywania ich w regularnych odstępach czasu, co około 3-5 godzin. Nie podjadaj pomiędzy nimi, pij jedynie wodę lub kawę i herbatę bez dodatku cukru. Spowoduje to, że Twoje wahania poziomu glukozy nie będą tak gwałtowne, dzięki czemu zyskasz większą kontrolę nad swoim apetytem. Unikaj podejścia “100% albo nic” Pamiętaj, że w zdrowej diecie jest miejsce na wszystko. Od czasu do czasu możesz sobie pozwolić na zjedzenie batonika lub pizzy w restauracji. Nauka zdrowych nawyków wymaga czasu, ale pamiętaj że jest to maraton, a nie sprint. Rób wszystko powoli i z głową. Bądź cierpliwa i dobra dla siebie. Stawiaj sobie realistyczne cele i wprowadzaj drobne zmiany, krok po kroku. Jeśli potrzebujesz pomocy w tym całym procesie, to zapraszam Cię do współpracy dietetyczno-treningowej. Razem możemy popracować nad Twoimi nawykami, dzięki czemu osiągniesz swoją wymarzoną sylwetkę, będziesz zdrowa i pewna siebie, a Twój poziom energii będzie na wysokim poziomie. Przekonaj się sama!
przez 6 godzin pozwoliła robić wszystko ze swoim ciałem